Menstruacja w naszym społeczeństwie jest nadal tematem tabu. Chociaż comiesięcznego krwawienia doświadcza w swoim życiu około połowa dojrzałej populacji, mówienie o miesiączce wciąż budzi u niektórych emocję wstydu. Dziewczynki w szkołach próbują niezauważenie przemycić podpaskę, zakłopotane możliwością zdemaskowania swojego miesiączkowania. Wiele dorosłych kobiet czuje społeczną presję, aby nie rozmawiać o dyskomforcie, krwawieniu i bólu związanym ze swoją fizjologią – tym bardziej w miejscu pracy. 

Jednak coraz więcej firm, w tym polskich, wychodzi naprzeciw problemom związanym z menstruacją, proponując tzw. “urlopy menstruacyjne” – dodatkowe dni wolne od pracy, ze względu na ból i dyskomfort związany z miesiączką. 

Czy to nowy pomysł? 

Na portalach społecznościowych jakiś czas temu rozpętała się burza, gdy polska firma More Bananas ogłosiła wprowadzenie urlopu menstruacyjnego. Męska część komentujących zarzucała organizacji dyskryminację ze względu na płeć i podleganie kaprysom współczesnego, równościowego społeczeństwa. 

Jednak urlop menstruacyjny wcale nie jest nowym pomysłem.  W Japonii urlop funkcjonuje od 1947 roku, w Korei Południowej od 1953. Takie rozwiązania stosują także Tajwan, Chiny czy Zambia. 

Krajem, w którym urlopy menstruacyjne istnieją najdłużej, jest więc Japonia. Urlop menstruacyjny zapisano w prawie państwowym, ale nie zobowiązuje on pracodawcy do zapewnienia wynagrodzenia za ten dzień, ani nie określa konkretnej liczby dodatkowych dni wolnych. Wprowadzenie prawa związane było z falą kobiet wkraczających na rynek pracy tuż po wojnie, kiedy dostęp do toalet był utrudniony. Dziś ten urlop istnieje raczej na papierze. Obecnie z urlopu menstruacyjnego w Japonii korzysta mniej niż 1% kobiet, w Korei zaś około 20%.

Ten mały odsetek może być spowodowany brakiem odpłatności urlopów czy pozycją kobiety na rynku pracy w tych krajach Azji – istnieje tam jedna z największych różnic w zarobkach między płciami. W Japonii urlop jest też niezgodny z ich silną kulturą pracy. W Korei Południowej miesiączka jest tak dużym tematem tabu, że kobiety mogą nie chcieć przyznawać się do krwawienia. 

Coraz więcej firm wprowadza urlopy menstruacyjne. 

Płatne zwolnienia z powodu bardzo złego samopoczucia w trakcie miesiączki sprawdzają się za to w prywatnych przedsiębiorstwach.  Urlopy menstruacyjne wprowadziły takie firmy jak: indyjski dostawca jedzenia Zomato, marka Nike, organizacja Coexist,  polska marka odzieżowa PLNY LALA oraz wcześniej wspomniana firma More Bananas. 

PLNY  LALA jest pierwszą polską firmą, która wprowadziła tego typu rozwiązanie. Urlop jest płatny, nie wymaga formalności – polega na zgłoszeniu nieobecności w danym dniu. W marce pracuje 45 osób, z czego 35 to kobiety. Każdej z nich przysługuje jeden dodatkowy dzień wolny w miesiącu. Po roku od wprowadzenia urlopu, pracownice wykorzystały łącznie 25 dni wolnego. 

W 2016 r. urlop menstruacyjny dla pracowników wprowadziła brytyjska firma Coexist.  Kierowniczka twierdzi, że nieobecny z powodu menstruacji pracownik, nie czyni firmy nieproduktywną. Jest to sposób na zsynchronizowanie rytmu pracy z naturalnym cyklem organizmu oraz budowanie atmosfery zaufania.  

Czy taki urlop jest potrzebny? 

Badania pokazują, że około 40% kobiet (niektóre artykuły naukowe wspominają o nawet 80%) doznaje silnych lub bardzo silnych bóli miesiączkowych trwających od kilku godzin do 1-2 dni. Rozmawiając z kobietami, często przyznają się one, że zwykłe leki bólowe nie wystarczają do zapanowania nad skurczami związanymi z cyklem. 

Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Jagiellońskim streszczają, że “ Ból miesiączkowy jak również PMS może zakłócać komfort życia pacjentek, u niektórych nawet pracę zawodową. Stopień nasilenia się bólu miesiączkowego u kobiet pracujących zawodowo wzrasta w zależności od ciężkości i warunków pracy. Potrzebują więcej wypoczynku, a pod wpływem silnych dolegliwości nie potrafią wykonywać podstawowych czynności domowych”

Kobieta, przeżywająca silne bóle związane z menstruacją w trakcie pracy jest więc mniej wydajna. Pracownik obecny w pracy, nie zawsze oznacza pracownika produktywnego. Takie rozwiązanie wydaje się więc być sensowne nie tylko z perspektywy jednostki, ale też organizacji. 

Czy urlop menstruacyjny to nierówność i nieuzasadniony przywilej kobiet? 

We wspomnianym wcześniej poście o wprowadzeniu urlopu menstruacyjnego głos podniosło wielu mężczyzn, argumentując, że tego rodzaju rozwiązania to dyskryminacja ze względu na płeć. Pytali o to, czy mężczyznom także należy się dodatkowy urlop ze względu na złe samopoczucie oraz twierdzili, że mężczyźni także “potrzebują regularności” aby pracować. 

Musimy jednak zwrócić uwagę na fakt, że o ile złe samopoczucie czy choroba może przytrafić się nieregularnie i niespodziewanie każdemu, menstruacja jest zjawiskiem cyklicznym, zazwyczaj comiesięcznym, wiążąc się często z jednym, bardzo bolesnym dniu w miesiącu. 

Biorąc pod uwagę ten jeden dzień – w ciągu roku ich suma  dochodzi do około 12. Urlop na żądanie, który może wziąć każdy, to 4 dni w roku. Istnieje oczywiście możliwość zwolnienia lekarskiego, co jednak wymaga każdorazowego kontaktu z lekarzem. Zostaje jeszcze opcja wykorzystania zwykłego urlopu wypoczynkowego. 

Ważnym pytaniem w tym temacie jest atrakcyjność kobiet na rynku pracy. Czy możliwość dodatkowego urlopu nie osłabia pozycji kobiety sprawiając, że ze względu na swoją fizjologię, staje się gorsza w oczach pracodawcy? O ile ten jeden dzień w miesiącu jest na tyle znamienny w oczach organizacji, by wpływać na całokształt produktywności pracownika?  To pytanie można wrzucić do tego samego worka, co pytanie o atrakcyjność kobiet jako pracownic ze względu na możliwość zajścia w ciążę oraz fakt brania urlopów macierzyńskich.  Tak jak niektóre kobiety wyrażają chęć pracy do czasu nawet bardzo zaawansowanej ciąży, tak nie każda miesiączkująca kobieta skorzysta z urlopu menstruacyjnego. Najważniejszym jest stworzenie takiej możliwości. 

Czy w Europie wprowadzanie urlopów przez prywatne firmy może być wstępem do zmiany w prawie odgórnym? Na razie nic o tym nie wiemy. Ustawa w tej sprawie była procedowana we Włoszech kilka lat temu, jednak ostatecznie nie została przyjęta. 

Przy rozważaniu tych kwestii warto spytać osoby, do których urlopy miałyby być kierowane, czy są takimi rozwiązaniami zainteresowane.

Jednak żadne prawo nie zastąpi empatii i otwartego podejścia do drugiego człowieka.